prawdaserc.pl

Login

Ukraina nad ekonomiczną przepaścią

http://www.bryk.pl/teksty/1/img/00019019.jpgKoniec lutego 2016.Ukraina drastycznie podnosi ceny energii dla odbiorców prywatnych i tnie świadczenia socjalne. Wszystko po to, by zapobiec niewypłacalności i uzyskać zagraniczne kredyty. Większości mieszkańców grozi nędza. Emerytura Valerego z Kijowa wynosi w przeliczeniu ok. 30 euro miesięcznie. (na dziś to już chyba ze 20 euro!) Z powodu wysokiej inflacji nie może sobie już na prawie nic pozwolić. Rząd w Kijowie uważał dotąd, że roczna stopa inflacji nie przekroczy 13 procent. Teraz skorygował swoje prognozy w górę, oczekując dwukrotnie wyższej stopy inflacji. Do pesymizmu skłania nie tylko wzrost inflacji; również kurczący się produkt krajowy brutto (PKB).

Dlatego też ukraiński parlament zamierza 3 marca dokonać korekty budżetu przyjętego w grudniu 2014 roku. Cena gazu wzrośnie o 280 procent
Lwią część skromnej emerytury Valeri przeznacza na prąd, wodę i ogrzewanie. Na inne wydatki nie starcza pieniędzy. Podobnie jak miliony Ukraińców dzień w dzień z coraz większym niepokojem śledzi wiadomości, żeby się dowiedzieć, co podrożało. Opłaty za ogrzewanie wzrosną wkrótce o 60 procent. Rząd myśli o znacznej podwyżce cen gazu. Valeria Hontarewa, prezes Narodowego Banku Ukrainy zapowiada, że cena gazu wzrośnie o 280 procent.
Powodem tego stanu rzeczy są negocjacje w sprawie nowych kredytów, prowadzone z Międzynarodowym Funduszem Walutowym (MFW). Chodzi o pożyczkę w wysokości 17,5 mld dolarów. Ukraina pragnie rozciągnąć linię kredytową oraz przedłużyć okres trwania umowy kredytowej z dwóch do czterech lat. MFW gotów jest wyjść Ukrainie naprzeciw. Warunkiem jest jednak przeforsowanie przez Kijów między innymi podwyżek cen dla prywatnych gospodarstw domowych.
Decyzja MFW ma zapaść z początkiem marca.

 

 Kurs hrywny na dzień 28.02.2015

kurshrywny022015

Waluta Ukrainy leci w dół
Ukraina od końca 2013 roku balansuje na skraju bankructwa. Już wtedy rząd prorosyjskiego prezydenta Viktora Janukowycza przyznał, że skarb państwa świeci pustkami.

Po zmianie władzy w Kijowie i wybuchu konfliktu zbrojnego na wschodniej Ukrainie, sytuacja pogorszyła się dramatycznie. – Z powodu wojny, na Ukrainę nie zagląda żaden inwestor – powiedział DW Robert Kirchner z niemieckiej grupy doradczej przy ukraińskim rządzie. Również waluta Ukrainy hrywna szybko traci na wartości. Obecnie dolar kosztuje w Kijowie ponad 30 hrywien (pod koniec grudnia 17).

Oszczędzają wszyscy

Nie dość, że podwyższa się ceny, to ogranicza się również wydatki na cele socjalne. Na przykład minimalną emeryturę zamierza się podwyższyć dopiero w grudniu 2015 roku. – Po głosowaniu w parlamencie w sprawie nowego budżetu Ukraińcy będą musieli jeszcze bardziej zacisnąć pasa – oświadczył kijowski ekspert gospodarczy Andrij Nowak w rozmowie z DW. – Większa część społeczeństwa będzie żyć na granicy biedy – dodał. Obecna sytuacja martwi nie tylko emerytów, rencistów i ludzi o niskich dochodach; również ludzi lepiej zarabiających.

Ihor i Maria, którzy nie przekroczyli jeszcze czterdziestki, mieszkają z trójką dzieci we własnym domu jednorodzinnym niedaleko Kijowa. Ihor jest drobnym przedsiębiorcą, żona zajmuje się dziećmi. Również oni się głowią, w jaki sposób zaoszczędzić jeszcze trochę pieniędzy. – Zastanawiamy się, czy nie warto by zainstalować kotła CO na biomasę, ale jest za drogi – mówi Ihor. – Albo zredukujemy zużycie gazu do minimum – dodaje.


Wojna nieprzewidywalnym ryzykiem

Obserwatorzy w Kijowie zadają sobie pytanie, jaki wpływ na nastroje społeczne może mieć pogarszająca się sytuacja gospodarcza w kraju. 1/3 mieszkańców Ukrainy gotowa jest jeszcze przez rok ponosić ofiary, ale pod warunkiem wdrożenia reform. Do tego wniosku dochodzi po przeprowadzeniu ankiety kijowskie Centrum Razumkowa. Jednak prawie tyle samo Ukraińców (29 proc.) straciło nadzieję. Twierdzą, że ich sytuacja już teraz jest nie do zniesienia.

Ekonomiści ostrzegają przy tym przed wojną, jako nieprzewidywalnym ryzykiem. – Jeśli konflikt będzie się przeciągać, rząd będzie musiał zweryfikować wydatki na cele zbrojeniowe i spłacanie zagranicznych kredytów – uważa Andrij Nowak. Podobnego zdania jest Robert Kirchner: – Jeśli wojna się skończy, pieniędzy wystarczy. Ale trudno przewidzieć, kiedy to nastąpi. Na razie trwały pokój na wschodniej Ukrainie zdaje się być nieosiągalny. Nadto wielu obserwatorów wychodzi z założenia, że na wiosnę wybuchną nowe walki między prorosyjskimi separatystami i ukraińskimi siłami rządowymi.

Lilija Rszoitskaja / Iwona D. Metzner Ps. Poprawili sobie nie ma co. Dali się podpuścić zachodowi czczymi obietnicami, o wstąpieniu do Unii i demokracji, a chodziło tylko o to by nie weszli do Unii Euroazjatyckiej z Rosją i innymi krajami ! Prawdziwi podżegacze i mocodawcy tego krwawego przewrotu na Majdanie siedzą teraz w Białym Domu i Pentagonie. To oni opłacili milionami dolarów i sam pucz i takich właśnie szczekaczy jeżdżących na Majdan. Nie zdziwię się jak za parę albo paręnaście lat wyjdą brudne konszachty i powiązania tych pseudo elit z CIA. Wyjdą na jaw kartony po margarynie i walizki wypełnione dolarami wręczane gdzieś pod stolikami. Valery ma na razie jak mówi 30 euro a ile maja ci co doprowadzili do puczu ?rozpieprzyli Ukrainę???? zapewne mają sute pensyjki, a ile mają ci co pomogli np. Sikorski??? czy ma chociaż 1 złotówkę mniej gdy rolnicy, sadownicy , przedsiębiorcy są na skraju upadłości??? Podobnie pro banderowscy Kaczyński, Tusk, Zalewski, Kowal, Bujak, Protasiewicz , Wolski i inni zwolennicy Majdanu??? Za kilka miesięcy upaińcy dojdą do (częściowo słusznego ) wniosku, że za ich nieszczęścia odpowiada Polska i Europa . Jak myślicie przeciwko komu się wtedy obrócą? Przeciwko Niemcom, Francji, Hiszpanii, USA czy może tym z kim graniczą?Każdy rozsądny obserwator dostrzeże, że Unia JewroEuropejska i USA, sprawcy całego zamieszania ponieśli sromotną klęskę a szampana mógł z czystym sumieniem otworzyć jedynie Putin. „Nasze” meNdia przyjęły ten fakt sromoty zachodu spokojnie i relacjonowały nawet w sposób dość obiektywny, co ostatnio bardzo rzadko im się zdarza. No cóż… Widać, że nadzorcy przestawili im wajchę. No ale serwilistyczne presstytutki to jeszcze nie dziennikarze, pan płaci i wymaga. Co jednak takiego się stało, że Merkel i Holland wrócili na tarczy z Mińska? Choć jak dobrze się przyjrzeć to nawet oni mogą mówić o sukcesie. Jedynym prawdziwym przegranym jest czekoladowy król zbrodniarz, złodziej i jewrej Walcman/Prosiaczenko, który z pewnością dostanie srogą burę od swych USraelskich mocodawców. Z utratą stanowiska włącznie. Na sukces Rosji złożyło się kilka czynników i nie był to na pewno urok osobisty Putina.

Europie nie zależy na wojnie z Rosją, do której dążą od dawna USA. Wprost przeciwnie – wymuszone na UE sankcje gospodarcze w stosunku do Rosji szkodziły oczywiście w jakimś stopniu Rosji ale głównie pogłębiły i tak już poważny kryzys w Europie. I paradoksalnie, egoistyczne interesy ekonomiczne Niemiec i Francji odsunęły na razie widmo poważniejszej konfrontacji zbrojnej na naszym kontynencie. Ale to jeszcze zbyt mało, żeby usprawiedliwić entuzjazm europejskich emisariuszy do zawarcia porozumienia w Mińsku. Wydaje się, że taki pomyślny rozwój sytuacji zawdzięczamy głównie niewielkiej Grecji, która moim zdaniem, była asem w rękawie Putina. W Grecji po ostatnich wyborach do władzy doszedł lewicowy rząd kierowany przez Alexisa Tsiprasa. Wygrali wybory bo postawili sprawę jasno – koniec zaciskania pasa wymuszonego przez tzw. trojkę i spłacania banksterskich  pożyczek. Grecja wychodzi z Unii i zaczyna na nowo drukować drachmę.

Taka perspektywa to koszmarny sen banksterów i eurokratów. Rozsypałby się misternie budowany, europejski domek z kart. Byłby to precedens za którym mogłyby pójść inne państwa południa Europy, głównie Włochy i Hiszpania. Żeby jednak Grecy mogli poczuć się tacy mocni, by otwarcie warczeć na brukselskich panów musiały zaistnieć odpowiednie do tego warunki. I tutaj dochodzimy do sedna sprawy. Rosja już od jakiegoś czasu zalotnie spogląda w stronę Grecji. To właśnie Grecy stawali okoniem w sprawie sankcji gospodarczych wobec Rosji. Całkiem niedawno oficjalną wizytę złożył w Helladzie rosyjski minister obrony narodowej. A Grecja to łakomy kąsek ze względu na swoje położenie geopolityczne. Postawiona pod murem mogłaby ulec zalotom Kremla i stracić swą unijną i natowską cnotę z rosyjskim niedźwiedziem. Grecja, mając wybór między komisarycznym zarządem postulowanym przez kanclerzycę Merkel a pomocą Rosji mogłaby niechybnie wybrać to drugie. Tym bardziej, że Chiny też łaskawym okiem spoglądają w ich stronę. Poza tym Grecy to Ortodoksi i bliżej im w sprawach wiary do Moskwy niż do Watykanu, który już bez żadnej krępacji poddał się euroentuzjastycznej dialektyce. Ustępstwa wobec Putina w Mińsku były bardzo niską ceną, którą zachód zapłacił bardzo chętnie bo scenariusz proponowany przez grecki rząd byłby prawdziwą katastrofą. Nie jakiś tam Donbas.

Zresztą Euro UE w żaden sposób nie może się czuć stratne. Już zawieszono na czwartkowym posiedzeniu szefów rządów w Brukseli eskalację sankcji wobec Rosji. Francja dostarczy zakontraktowane Mistrale, przez co odzyska trochę twarz i nie straci wielu miliardów, które musiałaby wypłacić Rosji w formie zwrotu ceny zakupu i odpowiednio wysokich odszkodowań. Niemcy będą mogły z czasem wrócić do normalnych interesów. Będą doiły Ukrainę jak kiedyś, Rosja będzie doiła to co ugrała w tego pokera i wszyscy będą szczęśliwi. A za odbudowę zniszczonych działaniami wojennymi rejonów wschodniej Ukrainy zapłaci europejski podatnik bo Ukraina to już państwo bankrut, jeszcze bardziej teoretyczne niż Polska. Koszty już zapłacili i jeszcze długo będą płacić sami Ukraińcy, których USA wmanewrowały w wojnę domową i de facto pozwoliły Rosji na ekspansję. Płacić będzie także Polska za głupią i antynarodową politykę naszych zarządców, którzy okazali się pieskami łańcuchowymi USA. Jeśli JewroEuropa wróci do normalnych stosunków i interesów z Rosją to my z pewnością będziemy na szarym końcu. Przed nami będą z pewnością bardziej pragmatyczni i dbający o interes własnych obywateli Węgrzy, Czesi i Słowacy. Polacy jak zwykle zostaną z ręką w nocniku. Wielkim wygranym jest też Białoruś z tak obśmiewanym przez polskie media prezydentem Łukaszenką. Jeszcze niedawno marginalizowany wskoczył do pierwszej ligi europejskiej polityki podczas gdy nasze dyplomatołki mogły sobie oglądać wydarzenia w telewizorze.

Jedynym pocieszeniem choć tak nie do końca jest fakt, że czekają nas niebawem wybory prezydenckie i parlamentarne i Polacy będą mieli okazję podziękować swoim włodarzom, być może teoretycznie tylko(choć już pewnie wyniki są ustalone w zaciszu gabinetów służb i PKW, bo to ich być albo nie być-dosłownie!. Ale jak znam życie to nic z tego nie będzie bo nie widać na razie na horyzoncie takich polityków i partii, którzy odważyliby się realizować polski interes. Jedyną wielką niewiadomą w tym dość optymistycznym rozwoju sytuacji są dalsze ruchy Dużym Izrahellem czyli USA. Czy przełkną porażkę czy dalej będą dążyć do eskalacji napięcia na Ukrainie. Ale o tym przekonamy się niebawem. Tutaj niestety mój optymizm się kończy. Nasze serwilistyczne media podkreślają jak jeden mąż, że porozumienie zawarte w Mińsku nie będzie trwało długo bo przecież „Putin to bandyta i nigdy nie dotrzymuje umów”. Osobiście uważam, że jeśli Amerykanie nie zrobią znowu przy użyciu swoich nazibanderowców jakiegoś świństwa jak ten z Majdanem to Rosji z pewnością nie zależy na zmianie ustalonych postanowień. Z jednego prostego powodu – bo jest to dla Rosji bardzo dobre porozumienie. I wcale nie dlatego, że Rosjanie lubią dotrzymywać umów – robią to jak wszystkie inne mocarstwa wtedy gdy im się to opłaca. Taka jest już natura bycia mocarstwem. A Grecja? Pewnie się nie obrazi na taki rozwój sytuacji bo co się odwlecze to nie uciecze. Nawet jeśli chwilowo Grecy zostali przehandlowani w Mińsku to opcja zbliżenia z Rosją będzie cały czas aktualna i Rosja jeszcze nie raz zagra tą kartą. Tylko na kogo będą teraz pluli „partyzanci wolnego słowa”? Będą musieli poczekać na nową zmianę wajchy.